wtorek, 28 kwietnia 2015
Nn
Wasza Annabeth Jackson
wtorek, 7 kwietnia 2015
Rozdział 11 ,,Krew z krwi, kość z kości"
,,Krew z krwi,
kość z kości.
Los z nich drwi,
a plugawy plan w ich sercach gości.
Przeklinając dzień następny,
staniesz przed mocarzem.
Powrót do domu będzie posępny,
bo pamięć o życiu się rozmarze.
Pobratyńcy zaleją się łzami gorzkimi,
bo ich autorytet umrze w bitwie.
Świerze rany staną się starymi,
gdy miłość przy rozkwicie, zniknie.
A na to lekarstowo jest proste i trudne,
łamiąc serce, łamiesz klątwy słowa zgubne.
Synowie i córki, my was słuchamy,
a wasze straty w smutku opiewamy."
Mimo, że Bogowie opowiedzieli mi, jak bardzo się starali to zrozumieć, nie wystarczyło im czasu. Każdy opowiadał mi, jak ranił bliskie mu osoby. Tylko mój ojciec siedział cicho. Gdy już każy Bóg opuścił naszą komnatę, Posejdon nareszcie odezwał się.
- Każdy z nas próbował, nawet ja. Ale to nie chodziło o nas. Gdybym tylko to wiedział.... - Znów zamilkł na chwilę. Widziałem, że nie chce mi tego mówić, ale ja musiałem wiedzieć.
- Kogo zraniłeś? - Spojrzał na mnie pustym wzrokiem i momentalnie po jego twarzy spłynęły dwie łzy. Wiedziałem, że nie chodzi mu tu o Amfitrytę.
- Zraniłem przede wszystkim siebie, ale i ją. Gdybym wiedział jak to się skończy... - Znów kolejna para uporczywych kropli spłynęła po jego twarzy.
- Czy tu chodzi o Meduzę? - Przeczuwałem, że to właśnie o nią chodzi. Bóg mórz jednak spojrzał się na mnie i powiedział.
- Synu, ona była tylko narzędziem. Narzędziem, do złamania serca właściwej osoby. - Na początku, nie rozumiałem. Jednak wtedy przypomniało mi się gdzie powstała Meduza.
- Atena...
- Tak, ale gdybym wiedział.... Gdyby czas mógł się cofnąć.... Gdyby mi powiedziała to wcześniej....
- Atena powiedziała Ci, że Cię kocha? - Wiem, Ann zawsze mówi, że jestem Glonomóżdżkiem. To pytanie nie powinno paść. Ale zamiast złości widziałem tylko smutek.
- Nie wprost. Ale powiedziała, że jeśli zranisz jej córkę, tak jak ja ją, nie przeżyjesz tego. - Ok, przyznaję, nie poznaję Bogów. Czy to ta klątwa ich tak zmienia?.
......... Perspektywa Annabeth ..........
- Co oni tak długo tam robią? - Zapytał kolejny raz zniecierpliwionu Nicko. Właśnie wtedy każdy Bóg pokolei wyłaniał się zza złotych drzwi. Każdy już zajął swoje miejsce, ale w sali nadal nie było Posejdona i Percy'ego. Wszyscy wyglądali na przygnębionych i pozbawionych wszystkich uczuć. Co tam się wydarzyło? Mama jednak dała mi znać, żebym o nic nie pytała. Dlaczego Percy jeszcze nie wrócił? O co w tym wsztstkim chodzi? Czemu my o tym nie możemy wiedzieć? Przecież my też jesteśmy dziećmi Bogów. Przecież nie chodzi o wielką przepowiednię. Tu coś bardzo nie pasuje mi do tej układanki. A jeśli mam złe przeczucia, spełniają się. W tym właśnie czasie z komnaty wybiegł Glonomóżdżek. Wygląglądał na smutnego, złego, sflustrowanego i poważnego. Co tu się dzieje?
- Idziemy. - Rzucił w naszą stronę, a my nie wiedzieliśmy co się stało z naszym dawnym herosem. - No ruszycie się, mamy mało czasu.
- Perseuszu Jacksonie, uspokój się. - W naszej obronie stanął jego ojciec. Czy on płakał? Nie, niemożliwe, Bogowie nie ronią łez. Chociaż, może o czymś nie wiem.
- Ojcze, musimy się spieszyć. To coś może was zaatakować w każdej chwili. Nie pozwolę was zniewolić. Żegnajcie, dziękuję za pomoc. Do następnego spotkania.
- Żegnaj Perseuszu, pamiętaj. Jesteśmy z Tobą. - Ok, co tu na Stykd jest grane? Bogowie przecież się nie wtrącają w nasze sprawy. Ostatni raz spojrzałam na matkę. Ta dała mi jednak do zrozumienia, że nie powinnam o nic pytać. Czy może być jeszcze trudniej?