czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 5 "Miłość, szęście i zdziwienie".

Wstałam wcześnie. Była piąta. Byłam taka szczęśliwa. Powoli uświadamiałam sobie, że wczorajszy dzień miał miejsce w rzeczywistości. Powoli wstałam i powędrowałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Wyglądałam przeciętnie, ale kto wygląda oryginalnie w stroju z logiem obozu w tym samym obozie? Nie malowałam się, bo i po co. Córki Afrodyty są uzależnione od fluidów, tuszy do rzęs oraz szminek. My, córki Ateny nie przepadamy za nadmiernym upiększaniem się. Wolimy to co w głowie niż na niej. Gdy skończyłam poranną toaletę była zaledwie szósta. Postanowiłam iść nad zatokę i chwilę pomyśleć. Nie minęło pięć minut, a byłam na miejscu. Brodziłam w chłodnym piasku i zbierałam muszelki. Nigdy tego nie robiłam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Nie zauważyłam nawet, kiedy weszłam na mostek. Stałam teraz na samej jego krawędzi i rozpuściłam włosy. Moje złote loki zaczęły układać się w fale jak na wzburzonym morzu. Rozwiane, tworzyły nade mną złotą aureolę. Wpatrywałam się w linię łączącą morskie fale i niebo targane białymi chmurami. Stałam tak i myślałam o dotychczasowym życiu, aż poczułam dłonie na swojej tali wędrujące w stronę brzucha. Po krótkiej chwili stałam opleciona ramionami mojego własnego herosa. Wiedziałam to, bo tylko od niego czuło się świerzość najczystrzej kropli wody. Oczywiście tylko wtedy, gdy był przed treningiem. Oparłam swoją głowę na ramieniu Glonomóżdżka i wpatrywałam się w jego pełen miłości wzrok. Lekko przybliżyłam się i pocałowałam go w policzek. Szatyn lekko uśmiechnął się do mnie i szepnął mi do ucha.
- Annabeth, wiesz miałem zapytać Cię o to już na początku obozu, ale jak dowiedziałem się o tym pocałunku, to stchórzyłem. W czasie pobytu w domu odwiedził mnie Posejdon i zaprosił mnie do siebie na kilka dni. Powiedział, że mogę zabrać Cię ze sobą. Ale jest jeden warunek. Musisz się najpierw zgodzić.
- Percy, naprawdę mogę?! - W tym momencie zrobiłam obrót o sto osiemdziesiąt stopni i mocno przytuliłam go. Zaczęłam się śmiać, bo Thalia z Nickiem przyglądali się nam jak jakimś wariatom. Szkoda mi syna Hadesa. Biedak już od pewnego czasu wzdycha za córką Zeusa, ale ta woli zostać przy Artemidzie. Z kolei i on nie jest obojętny Thalii. Prosiła mnie o radę. Powiedziałam jej że musi wybierać. Od kilku dni nie oddzywała się do mnie, więc podejrzewam, że nadal się zastanawia. Czuję, że wybierze Artemidę. Stop. Nie zamartwiaj się przyjaciółką, tylko pomyśl o sobie. Zostałaś zaptoszona przez chłopaka, którego kochasz i w tym momencie przytulasz na długi weekend do pałacu Posejdona. W planach nie ma przyjaciół, tylko wypoczynek. Och jak ja się z tego powodu cieszę. Ktoś, kto uwarza miłość za zbędny bagaż, to oziębiały typek bez serca. Mogłabym tak tulić się do Glonomóżdżka przez całe życie, ale po chwili powiew wiatru spowodował gęsią skórkę na moich ramionach.
- Zimno Ci? - Och, ale Percy jest słodki jak się martwi. Zdiął swoją szafirową bluzę i okrył mnie nią. Dosłownie utopiłam się w niej. Rękawy były o wiele za długie, a jak się zasunęłam bluza stała się tuniką. Syn Posejdona nie mógł powstrzymać uśmiechu malującego się na jego twarzy.
- Bardzo stylowe córko Ateny, może powinnaś częściej się tak ubierać. - Sarkastyczna zagrywka, poczekaj no. Powoli podeszłam do niego i lekko pocałowałam. Tak jak myślałam mój chłopak nie zorientował się w sytuacji, a ja szybko zepchnęłam go do słonej wody. Był zaskoczony, przez co stał się cały mokry. Teraz ja się śmiałam, a on podpłynął do mola i wspią się na nie. Pewnie zrobiłby coś szalonego, ale z pawilonu jadalnego dobiegł dźwięk kohny. Ruszyliśmy razem na śniadanie. Po drodze oddałam Percy'emu bluzę. Po dotarciu na miejsce syn Posejdona usiadł przy swoim stoliku, a ja ruszyłam do braci i sióstr. Zanim jednak zaczeliśmy jeść córka Zeusa wystąpiła na środek.
- Jak wiecie dwa lata temu dołączyłam do Łowczuń Artemidy. Nie jestem jednak w stanie dalej oddawać się bezpamięci łowom. Zakochałam się i niestety złamałam tym samym przysięgę. Proszę Cię Artemido, zwolnij mnie z niej. - W tym momencie wszyscy zaniemówili. Nikt nie chciał już jeść. Wszyscy czekali na jakiś znak. Po chwili nad głową córki Zeusa pojawił się łuk i strzała, symbole Artemidy. Każdy już wiedział co to oznacza. Mamy ,,noewgo" herosa na obozie.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 4 "Coś na otarcie łez szczęścia."

Od wczorajszego, publicznego pocałunku wszyscy nam gratulowali i życzyli więcej szczęścia, niż rok temu. Herosi śmiali się radośniej, walczyli zacieklej i rozmawiali prawie bez przerwy. Widoczną zmianę w naszym zachowaniu zauważył Chejron, który ogłosił, że dziś w planie na dzień pojawiły się walka o sztandar i ognisko. Dzieci Afrodyty zaczęły narzekać, że to wszystko zawsze pojawia się nie w porę. Ich miny były tak różne, ale wszystkie powodowały uśmiech na moich ustach. Nigdzie nie widziałam Percy'ego. Nie przejmowałam się tym, on zawsze lubi leniuchować, gdy tylko ma do tego okazję. Zastanawiałlam się bardziej, gdzie znajduje się Artemida. Wczoraj Thalia opowiedziała mi, że jej pani wyruszyła za jednym z demonów i zniknęła. Wszyscy sądzą, że pani Atremida albo jest na Olimpie i relacjonuje wszystko co się wydarzyło, albo wyruszyła na kolejne poszukiwania. Szczerze, to obie możliwości wydają mi się prawdopodobne. Usłyszałam dźwięk kochny obwieszczającej nam o porze obiadowej. Ruszyłam w kierunku stołówki z nadzieją, że spotkam tam Glonomóżdżka. Zaczynałam za nim tęsknić, choć nie widziałam się z nim tylko pięć godzin. Z kąd to wiem? Gdy rano wstałam, spojżałam na zedarek wiszący nad moim łużkiem. Była siódma. Teraz musi być dwunasta, więc łatwo obliczyłam różnicę czasu od siódmej rano do południa. Wiem, że przynudzam w towarzystwie, ale pierwszy raz czuję, że przynudzam samą siebie. Powolnym krokiem zmierzałam do stolika przeznaczonego dla dzieci Ateny. Rozglądałam się na wszystkie strony. Coraz bardziej obawiałam się o życie Percy'ego. Może i późno wstaje, ale na objad zawsze przychodził punktualnie. Nie mogłam nic przełknąć, więc cały posiłek złożyłam na stoliku ofiarnym. W powietrze wzbiła się słodka woń waty cukrowej, truskawek i bitej śmietany. Z niepokojem założyłam bejzbolówkę na głowę i szybkim krokiem poszłam w stronę domku numer 3. Drzwi były lekko uchylone, więc wśliznęłam się do środka. Weszłam do pokoju gościnnego najciszej jak tylko potrafiłam. To co zobaczyłam odebrało mi mowę. Na stole postawione były dwie, czerwone świeczki, butelka szampana, dwa kieliszki, pieczeń z gęsi oraz półmisek z truskawkami w czekoladzie. Do pokoju szybkim krokiem wszedł Glonomóżdżek z dwoma bukietami czerwonych róż. Już miałam zciągnąć czapkę, ale Percy szybkim ruchem ręki pozbawił płatków jeden z bukiety. Dokładnie rozszypał je po stole i dywanie. Następnie zapalił świeczki i wyszedł. Chwilę później wybiegłam z domku i poszłam w stronę pięści Zeusa. W połowie drogi zciągnęłam czapkę. Zaczęłam analizować wszystkie zdarzenia i wysunęłam jeden wniosek. Syn Posejdona umówił się z kimś. Ci, którzy patrzą na to z boku śmieją się z mojej głupoty, ale myślałam, że poprostu on ma już inna dziewczynę, której przygotował miłą niespodziankę. I to mnie nazywają mózgiem obozu. W tym momencie, każdy kogo nazywają niemądrym był mądrzejszy ode mnie. Nawet głupi połapałby się, że Percy zrobił to dla mnie. A ja snułam jakieś intrygi, w które niby wplątany był syn Posejdona. Nagle poczułam jak ktoś kładzie swoje dłonie na moich oczach. Odruchowo sięgnęłam po sztylet, ale osoba która mnie zaskoczyła była szybsza i wytrąciła mi broń z ręki. Już miałam krzyczeć, gdy usłyszałam uwodzidzielski szept.
- Ciii, to tylko ja. Twój Glonomóżdżek.
- Percy, co ty na Bogów wyprawiasz. - Naprawdę, tylko na tyle mnie stać. Ja chyba zapomniałam dziś wziąść z domu mózg. Już nawet nie potrafię się pożądnie odgryźć i wpadać w niekontrolowaną złość. I kto mówi, że miłość sprawia, że jesteśmy mądrzejsi.
- Jakie miłe powitanie. Ale co tam, choć pokażę Ci coś. - I wtedy właśnie mnie olśniło. Percy sam przygotował obiad dla nas obojga. Idiotka ze mnie. Chyba byłam niejako zazdrosna kiedy sądziłam, że mój Glonomóżdżek jest z którąś z domku Afrodyty. Percy prowadził mnie z opaską na oczach, ale ja już wiedziałam gdzie mnie prowadzi. Po nie spełna pięciu minutach syn Posejdona przystanął. Powoli podszedł do mnie. Ujął moją twarz w swoje dłonie. Po krótkiej chwili poczułam na ustach słone wargi Percy'ego. Jego dłonie powędrowały w moje włosy. Nie poczułam kiedy Glonomóżdżek odwiązał mi czarną chustę, którą zawiązał mi po naszej krótkiej rozmowie przed pięścią Zeusa. Uśmiechnęłam się lekko, ale Percy i tak to poczuł po czym odsunął się ode mnie. Pomimo wszystko staliśmy tylko nie cały metr i wpatrywaliśmy się w swoje oczy. To były magiczne chwile. Dla mnie nie liczyło się nic więcej tylko mój Percy. 
- Wiesz, może to nie są to rarytasy rodem najlepszej restauracji, ale trudno było zdobyć nawet to. Czekolada i przyprawy do pieczeni skombinowali bracia z domku Hermesa. Szampan to mój całonocny wypad na miasto. Tak właściwie to tylko dlatego nie pojawiłem się na śniadaniu. - Posłał w moją stronę trochę zakłopotany uśmiech. W moich oczach powoli zbierały się małe, słone kropelki. Po chwili jedna z nich postanowiła zobaczyć na własną rękę co przygotował mi mój chłopak. Druga poszła w jej ślady. Uśmiech zniknął z twarzy Glonomóżdżka, a zastąpiło je zmartwienie i troska. Podszedł do mnie i prawie niewyczuwalnie starł łzy płynące po moich polikach.
- Przepraszam, nie chciałem Cię zasmucać. Myślałem, że będzie miło. - Percy utkwił wzrok w swoje buty. Nie wytrzymałam i zaczęłam śmiać się i płakać jednocześnie.
- Jest cudownie. Nie wyobrażam sobie lepszej niespodzianki jak ta. - Percy niepewnie podniusł wzrok i zapytał.
- Czyli nie jest źle. Po raz pierwszy robię komuś coś takiego i bałem się...- Nie dałam mu dokończyć, bo pocałowałam go. Glonomóżdżek nie spodziewał się tego i dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek. Był delikatny, dający oparcie i poczucie bezpieczeństwa. W tym momencie pragnęłam czegoś mocniejszego, zwierzęcego. Pociągnęłam lekko z jeden z kosmyków Petcy'ego i lekko nadgryzłam jego dolną wargę. Efekt był piorunujący. Po całym moim ciele przeszedł dreszcz. Pogłębiałam nasze pocałunki, aż zabrakło mi tchu. Powoli odpuściłam i wróciłam do fazy pocałunków pełnych miłości i spokoju. Uśmiechnęłam się i cofnęłam się o pół kroku tak, aby między nami była mała przestrzeń, ale nie zaduża. Uniosłam lekko powieki i spojżałam na Percy'ego. On nadal miał zamknięte oczy i też się uśmiechał.
- Może coś zjedzmy, przecież od wczorajszego wieczoru nie miałeś nic w ustach.
- To prawda. Muszę częściej zagłodzać się, to częściej będę tak całowany.
- Do tego drugiego miałabym wątpliwości. Nawet bez głodzenia się możesz zasłużyć na to, ale musisz naprawdę się postarać. - Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę stołu. Rozmawialiśmy tak do wieczora. Wtedy przypomniałam sobie o bitwie i ognisku. Percy jakby czytał w moich myślach odpowiedział na pytanie zanim je zadałam.
- Załatwiłem wszystko z Chejronem. Mamy cały wieczór dla siebie.
- Widzisz, jak ruszysz ten swój glonowy móżdżek, to wymyślisz coś cudownego.
- Będę częściej to robił. - Uśmiechnął się i pocałował mnie. Wieczór spędziliśmy na śmianiu się, wygłupianiu i całowaniu. Około północy Percy odprowadził mnie do domu i namiętnie pocałował na pożegnanie. Tak właśnie chciałam spędzać każdy dzień. Tylko ja i mój szarmandzki heros.

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 3 "Wyścig z nietypowym rydwanem.."

Zostały już tylko dwie godziny do wyścigu. Jadę razem z Thalią. Łowczynie są u nas od dwóch dni, gdyż Artemida udała się na poszukiwania jakiegoś nowego rodzaju demonów. Sądzę, a raczej rozsądek mi podpowiada, że to są te same kreatury, co widziałam we śnie. Te, które prawie pokonały mnie i Percy'ego. Artemida wola wyruszyć samotnie i zostawić łowczynie w Obozie Herosów, dla ich własnego bezpieczeństwa. Dzięki córce Zeusa nie jestem już tak zdołowana. Namawiała mnie, abym dołączyła do nich, ale po walce z Kronosem uświadomiłam sobie, że moje miejsce jest wśród herosów. Poza tym nadal wierzę, że ja i Percy będziemy znów razem. Nie odpuszczę go sobie tak łatwo. Będę o niego walczyć. Udowodnię, że go kocham i tylko z nim wiążę swoje dalsze plany na życie. Thalia jest kochaną przyjaciółką i wiem, że dobrze zrobiła dołanczając się do Artemidy. Nie musi się przejmować swoim lękiem wysokości. Jest silna, więc wygramy ten wyścig. Łowczynie też startują, ale damy radę je pokonać. Ich mocny punkt to walki o sztandar. Pod tym względem są mistrzyniami. Zawsze poruszają się po lądzie na piechotę i powożenie rydwanem jest im obce. Zoe nauczyła się tego, ale ona tańczy teraz wśród gwiazd. Thalia też nie jest w tym najgorsza, ale w obronie prawie nikt jej nie doruwnuje. Może tylko brat Percy'ego, czyli Tytson. Jak Glonomóżdżek ściągnął brata, to jedynie oni będą mogli nas pokonać. Dzieci od Hefajstosa nie boję się tak bardzo. Z domkiem Hermesa mogą być małe problemy. Dzieci Apolla i Afrodyty wycofały się, a resztą się nie przejmuję. Dobra, czas jechać na tor. Pojawiłyśmy się jako pierwsze, a tuż za nami pojawił się rydwan Hefajstosa. Na jego czele był jakiś młodzik, którego nie znałam. Trzeci na starcie pojawił się zaprzęg Aresa z Clarissą, jako woźnicą. Kolejno na starcie pojawiały się rydwany Artemidy, Nemezis, Morfeusza i Demeter. Jako ostatni na starcie pojawł się zaprzęg Posejdona. Może i pojawił się na końcu, ale w jakim stylu. Najpierw jeden tor zaczęła wypełniać słona woda, a później przed linią startu zaczęło się coś wynurzać. Były to głowy Percy'ego i Nico. Następnie zaczęła się wynurzać połowa muszli jakiegoś pięciometrowego małża. Boki zdobiły perły, a krawędzie zdobiły najpiękniejsze wodorosty z pobliskiej rafy koralowej. Na samym końcy z wody wyłoniły się dwa cudowne hipokampy. Percy ubrany był w zbroję z masy perłowej. Na ramionach miał złote zapiny od srebrnego płaszcza. Wyglądał jak młody Bóg wracający prosto z Olimpu. Nico miał na sobie zbroję ze stygijskiego żelaza. Tak ja Percy, miał na ramionach złote zapiny od płaszcza. Różnica polegała na tym, że jego płaszcz był czrny i wykonany z jedwabiu. Po całej arenie przebiegł odgłos zachwytu i pisk wszystkich dziewczyn. Córki Afrodyty podkochiwały się w synu Posejdona, a teraz nie mogły odwrócić od niego wzroku. Chejron dał sygnał do startu. Gdy tylko usłyszeliśmy dźwięk kochny zaczeliśmy wyścig. Od początku prowadził rydwan Posejdona i z każdą płynącą minutą oddalał się coraz bardziej. Po niecałych dziesięciu minutach wszyscy zostaliśmy zdublowani z finish'ującym Percym. Nico świetnie radził sobie z obroną i za każdym razem, gdy tylko podnosił swój miecz dziewczyny z domku Aresa wzdychały i szeptały jaki to on jest przystojny. Powoli ja i Thalia kończyłyśmy pierwsze okrążenie, gdy usłyszałyśmy kochnę. Cherion wręczył złote laury wygranym. Wtedy Percy zabrał głos.
- Moi drodzy, nie zwyciężyłbym wraz z Niciem, gdyby Tytson nie stworzyłby tego rydwanu. Proszę o brawa również dla niego! - Wszyscy jak na zawołanie zaczeli klaskać jeszcze głośniej niż poprzednio. Patrzyłam się jak głupia w syna Posejdona. Wyglądał tak cudownie, że zatraciłam się w jego postaci. Na włosach nadal miał siwe pasemko tak samo jak ja. Powstały one kiedy na własnych barkach dźwigaliśmy niebo. Dzięki jego poświęceniu nadal żyję. Z transu w jaki wpadłam wyrwała mnie Thalia.
- Anabeth, nie stój tak, tylko wyciągaj broń i biegnij w las.
- O co chodzi? - Zapytałam.
- Nie słuchałaś Chejrona? W lesie są jakieś demony. Podobno mamy szpiega i to on wpuścił te potwory. Nikt nie wie co to za gatunek, ale bardzo trudno się z nimi walczy.
- To one. To ich tropiła Artemida. Jeśli demony są tu, to.... - Nie skończyłam, bo córka Zeusa mi przerwała i krzyknęła do Łowczyń.
- Pani Artemida jest blisko, siostry musimy jej pomóc. Zrozumiałyście? - Ale zamiast odpowiedzi, wszystkie rozproszyły się i zaczęły atakować demony. Zauważyłam, że Percy potrzebuje pomocy. Pobiegłam w jego stronę i nałożyłam czapkę niewidkę. Zaatakowałam pierwszego, ale on zamiast rozpaść się w proch wyszczerzył tylko swoje wielkie, żółte kły i próbował mnie złapać. Nie rozumiałam, czemu po ciosie prosto w krtań to coś jeszcze żyje. Pewnie to coś złapałoby mnie, gdyby syn Posejdona nie przecioł go w pół. Teraz uśmiech zniknął z jego pyska i rozwiał się. Stałam jeszcze chwilę w osłupieniu, z którego obudził mnie mrożący krew w żyłach krzyk. Ale nie było to zwykłe krzyknięcie, a pełen bólu wrzask, który obudziłby nawet umarłego. To mój Glonomóżdżek tak wrzasnął. Nie było widać żadnej rany, ale Percy leżał na ziemi. Z jego ciała nie płynęła krew, ale na głowie, w okolicy skroni krew zebrała się pod skórą. Percy nie ruszał się więc, zaczęłam podejrzewać, że zemdlał. Wokół jego ciała zebrały się trzy, pozostałe przy życiu, potwory. Szybko podbiegłam i jednemu z nich obciełam głowę. Zdziwienie na jego pysku zniknęło pozostawiając za sabą pełno brązowego proszku. Nie poczułam kiedy moja bejzolówka spadła mi z głowy i stałam teraz sama przed dwoma potworami. Wpatrywały się we mnie tak przerażająco złowrogim wzrokiem, że zadrżałam. Ruszyły na mnie z chęcią mordu. Czułam zbliżający się mój koniec, ale nagle pojawił się przede mną rydwan zaprzężony w hipokampy, a jego właściciel złapał mnie za rękę i razem wskoczyliśmy do pięciometrowej muszli. Percy szybko ściągnął lejce i nagle zanurzyliśmy się. Nie zdążyłam złać powietrza, przez co powoli zaczęłam się dusić. Glonomóżdżek zdołał to zobaczyć i stworzyć bańkę pełną powietrza zanim straciłam przytomność od braku tlenu. Wpatrywaliśmy się w siebie przez jakąś chwilę i już myślałam, że syn Posejdona chce mnie wyrzucić z rydwanu. On jednak podszedł do mnie niepewnym krokiem i przytulił. Gdy tylko położył swoje ręce na mojej tali, ja swoje ułożyłam na jego szyi i wtuliłam się w jego lewe ramię. Poczułam oddech Percy'ego na karku, gdy wyszeptał dziękuję i coś jeszcze, ale tak cicho, że nie usłyszałam. Po kilku sekundach odsunął się ode mnie i chwycił lejce od powozu. Pięć minut później wynurzyliśmy się na samym środku pola truskawek. Walka nadal się toczyła, ale teraz herosi byli myśliwymi, a potwory zwierzyną. Chciałam biec pomóc, ale Percy złapał mnie za rękę i uniemożliwił jakikolwiek ruch.
- Musimy porozmawiać. - Zaczął z wyczuwalnym napięciem w głosie.
- O czym tak konkretnie chcesz rozmawiać? - A mówię, że to on zadaje głupie pytania.
- O nas.
- Co tu dużo mówić. Ty wolisz mnie unikać i zabijać wzrokiem, a ja Ci tego nie zabronię. Wiem, że to ja powinnam Cię przeprosić, ale nawet nie wiem za co. Ja nie pamiętam żadnego pocałunku. Prawdą jest jednak to, że goniły mnie demony, a ja potknęłam się. Przyjaciel podtrzymał mnie, a ja nic więcej nie pamiętam. Kolejna rzecz, którą pamiętam po tym wypadku to to, że obudziłam się na polanie w lesie kilka minut później.
- Tak bardzo chcę Ci wierzyć. - W jego oczach pojawiły się łzy, a ja dopiero teraz zrozumiałam, że nie tylko ja cierpiałam przez tę ostatnią dobę. Użalałam się nad sobą, ale ani razu nie postawiłam się na jego miejscu. To ja mam wodorosty zamiast mózgu, a nie Percy.
- Ja przepraszam. Może lepiej będzie jak sobie pójdę. Nie chcę Cię ranić, ani nigdy tego nie chciałam. Może znajdziesz jeszcze kogoś kogo pokochasz.
- Ja ją już chyba znalazłem.
- Pewnie Rachel, ale wiesz, że ona jest wyrocznią i nie.... - Nie dano mi skończyć tego zdania. Syn Posejdona położył swój palec na moich ustach i wyszeptał.
- Gdybyś tyle nie gadała, byłabyś o wiele ładniejsza. - Glonomóżdżek zaczął się śmiać mi do ucha. Już miałam obrazić się i iść, gdu Percy przyciągnął mnie bliżej. Powoli zbliżał swoją twarz ku mojej. Musnął moje usta swoimi wargami. Położył swoje czoło na moim i powiedział dwa najprostrze słowa, ale o wielkiej mocy.
- Kocham Cię. - Lekko uśmiechnął się, a ja zaczęłam się rumienić. Syn Posejdona cofnął się o krok i spojżał w moje oczy. Czekał na jakąkolwiek odpowiedź z mojej strony, ale ja stałam jak głupia i wpatrywałam się w jego morskie oczy, w których mogłam zatonąć bezpamięci. Po krótkiej chwili zrozumiałam, że Percy nadal czeka na choćby jeden znak ode mnie. Jego mina przedstawiała strach przed odrzuceniem, zmieszanie i strach. Już miał odchodzić, gdy ja położyłam dłonie na jego karku, podeszłam dwa kroki bliżej, stanęłam lekko na palcach i pocałowałam go. Przez jeden krótki moment nie wiedział co ma zrobić, ale chwilę później oplutł swoje ręce na mojej talii i przyciągnął jeszcze bliżej. Odwzajemnił moje lekkie muśnięcie warg. Moje ręce powędrowały w jego włosy plącząc je niemiłosiernie. Z lekkiego całusa powstał namiętny i odbierający wszystkie zmysły pocałunek. Choć władało mną pożądanie byłam tak samo delikatna, jak syn Posejdona. Dla nas czas się zatrzymał i nie zwracaliśmy uwagi, że wokół rydwanu Percy'ego pojawili się herosi. Dopiero głośne wiwaty zmusiły nas do oderwania się od siebie i dopiero wtedy zrozumiałam, że cały obóz się zebrał na polu truskawek. Nawet mój domek cieszył się naszym szczęściem. Wybuchłam niekpntrolowanym śmiechem, a w moje ślady poszedł Glonomóżdżek. Wszyscy zrobili miny, jakby widzieli wariatów, ale szybko zrozumieli z czego się tak bardzo śmiejemy. Na wszystkich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Wielu herosom nie udało się powstrzymać śmiechu i dołączyli do mnie i Percy'ego. Pewnie zastanawiające jest to z czego się tak śmialiśmy. Odpowiedź jest prosta. Mina pana.D była bezcenna, gdy właśnie zauwarzył wiwatujące tłumy herosów i to tylko dlatego, że ja i Glonomóżdżek się całowaliśmy. Tego nie da się opisać.

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 2 "Co mam zrobić dla Ciebie?"

Po tej krótkiej rozmowie z synem Posejdona, chciałam zniszczyć każdego, kto stanie na mojej drodze. Jak on mógł pomyśleć, że ja i mój najlepszy kumpel ze śwata śmiertelnych... Wogóle jak to nazwać. O Zeusie co mam zrobić? Afrodyto, dlaczego mi to robisz? Posejdonie przemów swojemu synowi do rozumu. Ateno... Może lepiej nie mieszaj się do tego. Dobra, dość proszenia o cokolwiek Bogów. Oni napewno mają swoje sprawy. Dobra Annabeth wyłącz na chwilę organizm. Musisz odpocząć. Jast 24, a ty wypłakujesz oczy do poduszki. Tak nie można. Dziewczyno opanuj się. Jutro będziesz wyglądała jak siostra Łaskawych. Och Sileno, dlaczego musiałaś umrzeć i zostawić mnie samą? Tak bardzo potrzebuję teraz twojego serca i dobrego słowa. Morfeuszu zabierz mnie do świata snu. Muszę odpocząć. Jutro walki na arenie i wyścigi rydwanów. Po raz pierwszy jadę bez Glonomóżdżka. No dobra drugi. Boję się. Śpij Annabeth. Już zaśnij. Źle, że mówisz sama do siebie, ale tylko moje towarzystwo mi odpowiada. Dzieci Ateny świętują mój ból i rozpacz. Czy to jest wogóle logiczne? Ok, wiem że Posejdon i Atena nie są w najlepszych stosunkach ze sobą, ale dlaczego ja i Percy nie możemy być szczęśliwi. Głupie Fata. Mam ich dość. Te trzy kobiety zadecydowały za mnie z kim będę się przyjźnić, a z kim będę we wrogich stosunkach. Odpocznij córko Ateny, bo jutro nowy dzień. Może lepszy od poprzedniego. Morfeuszu, Morfeuszu, Morf.... I zasnęłam. Jak to u nas herosów bywa, śniło mi się coś okropnego. Ja i Percy walczyliśmy gdzieś na leśnej polanie. Przegrywaliśmy i to widocznie. Widać było też, że syn Posejdona nadal był na mnie naburmuszony  i wściekły. Walczyliśmy zaciekle, ale demony nie słabły, lecz z każdą nową raną stawały się silniejsze. Tego rodzaju potworów nie ma w żadnym podręczniku ani tym bardziej w mitologii. Opadaliśmy z sił, ale zabiliśmy tylko trzy demony z pięciu. Para, która przeżyła cofneła się w głąb lasu. Po chwili las znów był pełen życia, więc demony wróciły do Tartaru. Nagle wszystko zamazało się i znów leżałam na łóżku w domku Ateny. Usłyszałam dźwięk kochny. Wstałam trochę zaspana i szybko ruszyłam do szafy. Wybrałam tradycyjny strój obozowy i pobiegłam na śniadanie. Percy'ego nie było. Pewnie zaspał. Tak pomyślałam w pierwszej chwili. Myliłam się, syn Posejdona wrócił właśnie od ołtaża na ofiary dla boskiego rodzica. Nałożyłam na swój tależ cztery naleśniki i poszłam w ślady Percy'ego. Pomodliłam się do Ateny, a dym z połowy mojego posiłku nabrał zapachu truskawek i czekolady. Wróciłam na swoje miejsce i zjadłam pozostałe dwa naleśniki. Po około dziesięciu minutach ruszyłam w stronę areny treningowej i zaczełam okładać manekina ciosami. Sztylet ciążył mi w dłoni. Trochę mnie to zdziwiło, bo nigdy wcześniej się to nie zdarzało. Nagle w moje ciało uderzyła fala flustracji, a ja nie wiedziałam co jest jej skutkiem. Zaczęłam mocniej i zręczniej atakować kukłę, która po chwili była już tylko kupą słomy, zbroi i porozrywanego materiału. Usiadłam obok i zaczęłam płakać. Kolejny raz uległam uczuciom. Mam siedemnaście lat, od jakichś dziesięciu uczę się walki na śmierć i życie, a ulegam własnym uczuciom. Jestem najgorszym herosem jakiego widział ten obóz, a jednak to ja i Percy pokonaliśmy Kronosa. Percy, Petcy i jeszcze raz Percy. Dlaczego nie mogę zapomnieć o nim. W głowie miałam pełno wspomnień. Te najpiękniejsze zawsze zajmuje Glonomóżdżek. Mam powoli dość. Każdy pyta się "Jak się czujesz?", lub "Co mogę dla Ciebie zrobić?", a ja chcę wtedy im wykrzuczeć, że czuję się jak zdesperowana wariatka, która prosi tylko o najmocniejszą truciznę świata, żeby umrzeć i przestać myśleć o osobie, którą kocha. Tak właśnie się czuję i tego pragnę. Może powinnam dać się zabić? Może tak będzie lepiej dla mnie i niego? Nie, przestań tak myśleć, bo jeszcze uwierzysz, że to prawda. Dobra wstawaj i idź pod prysznic. To dobrze ci zrobi. Jak pomyślałam tak zrobiłam, ale nie wiedziałam co zdarzy się później. Gdybym tylko wiedziała....

No to rozdział drugi za nami. Zapraszam do komentowania, gdyż wiem wtedy co sądzicie o tym co piszę. Wasza Annabeth Jackson.

wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 1 "I to wszystko przez te demony"

Dojechałam właśnie do Wzgórza Herosów. Tata odprowadza mnie właśnie do sosny Thali i Złotego Runa. Ostatni skierowany uśmiech w jego stronę i przechodzę właśnie przez nieprzeniknioną dla śmiertelników i demonów barierę. Wróciłam do ukochanego miejsca na Ziemii i do jedynej osoby, którą obdarzyłam takim uczuciem. Do Percy'ego Jacksona syna Posejdona. Jak ja przez ten rok bez niego przeżyłam? Dobra, dość myślenia. Muszę odnaleść swojego Glonomóżdżka. Byłam tak pochłonięta tą myślą, że nie zauważyłam, jak inni spoglądają na mnie spode łba. Dopiero po trzecim herosie, którego minęłam i który tak samo na mnie spoglądał, zaczęłam zastanawiać się o co może chodzić. Śmiechy, zabawy oraz rozmowy nagle milkły, gdy tylko przechodziłam. Coraz bardziej bałam się i myślałam co na Bogów tu się święci. Nie myśląc nad swoim postępowaniem pobiegłam do domku Ateny. Zdziwiło mnie, że moje rodzeństwo robiło imprezę i pierwszy raz odkąd zaprzyjaźniłam się z Percy'm wołali mnie do swojego towarzystwa. Sytuacja jaka działa się na terenie obozu była co najmniej dziwna. Nie pytając o powód impry pobiegłam do domku nr. 3. Miałam właśnie pukać, gdy wysoki, zielonooki szatyn wyłonił się z naszego obozowego jeziora. Był całkiem suchy, choć przed chwilą wyszedł z wody. Nie zrobiło to na mnie żadnego wraźenia, ponieważ syn Posejdona jest mokry tylko wtedy, gdy tego chce. Pobiegłam w jego stronę.
- Percy! - Krzyknęłam do ukochanego, ale on gdy tylko mnie usłyszał, stworzył między nami osgromną ścianę z wody, przez którą nie można było przejść. Zdziwiło to mnie.
- Percy? Dlaczego to zrobiłeś?
- Nie mam ochoty z tobą gadać! - Glonomóżdżek wycedził te słowa przez zęby, ale słychać było w nich ból, smutek i rozgoryczenie. Najwyraźniej woda to poczuła, bo groźnie zafalowała.
- Percy, co się z tobą stało?
- Ze mną nic, ale z tobą? Jak mogłaś pocałować tego śmiertelnika.
Co jakiego śmiertelnika? Kiedy i gdzie? Jak to możlie że tego nie pamiętam? W głowie zadawałam sobie mnustwo pytań. Ale chyba najbardziej mnie zastanawiało to, skąd cały obóz o tym wie. Myślałabym pewnie jeszcze długo, ale nagle woda cofnęła się, a syn Posejdona ruszył w kierunku swojego domku. Otrząsnęłam się z pierwszego wrażenia i chwyciłam Percy'ego za ramię. Poczułam jak spiął wszystkie swoje mięśnie jak tylko wyczuł moją dłoń. Szarpnął ramieniem, ale ja nie puszczałam go. - Dlaczego mi to robisz? - Zapytał syn pana mórz. Pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy. Równocześnie sama poczułam na swoich polikach wilgoć słonych kropelek, które po nich słynęły. Percy wykorzystał moment i uciekł jak najdalej od plaży. Zakryłam dłońmi twarz, padłam na kolana i zaczęłam głośno płakać. Wtedy do mnie dotarło kogo, żekomo pocałowałam. Gonił mnie wtedy jakiś demon. Doganiał mnie, a ja nie miałam broni. Nagle zza wysokiego klonu wyszedł Paul. Po kilku metrach demon zniknął, a ja potknęłam się o wystający kamień. Myślałam, że padnę jak długa, ale chwyciły mnie mocne ramiona kumpla z klasy. Miałam mroczki przed oczami, a on pocałował mnie. Przez jakąś minutę nie kontaktowałam ze światem, a gdy już świadomość, myślałam że to tylko wybryk mojej wyobraźni. Pewnie jakiś Bóg zauważył zdarzenie i wstawił filmik na HerosTube. A to wszystko przez te przeklęte demony. I jak ja teraz się z tego wytłumaczę?

niedziela, 2 listopada 2014

Prolog " Kolejne zakończenie roku szkolnego"

,,Cześć, nazywam się Annabeth Chese i jestem córką Ateny. Tak tej greckiej bogini mądrości. W tym roku kończę siedemnaście lat. Przejdźmy teraz do sedna sprawy.Jesteś odmieńcem? Zawsze przydarza ci się dziwna historia? Widzisz kreatury, choć inni nie. I w końcu.Jeśli masz ADHD i dysleksję, to śmiało możesz nazywać się herosem. Jeśli już będziesz pewny, że jesteś dzieckiem pół krwi to szukaj satyra, który doprowadzi cię do Letniego Obozu Herosów. Pewnie myślisz, że jestem wariatką, ale skoro to czytasz zastanawiasz się również, czy to prawda. Nie zmuszem cię do uwirzenia w tę - dla ciebie - absurdalną myśl, ale jeśli umrzesz z rąk demona, to nie będę miała cię na sumieniu. Zostawiam ci czas do namysłu i jeśli zdecydujesz się w to uwierzyć napisz do mnie."
- Annabeth czas iść do szkoły! Dziś rozdanie śwadectw! - To mój tata Fryderyk Chese. Jako dziecko uciekłam z domu. Trzy lata temu zaryzykowałam powrót. Doradził mi to mój przyjaciel Percy Jackson. Teraz jest moim chłopakiem, chyba. Ostatnio, czyli w ferie zimowe, nie było go, bo jego mama brała ślub. Percy poprosił mnie nawet, bym została jego partnerką do tańca, ale odmówiłam. Powodem była misja, o któjej dowiedział się kilka dni po powrocie do szkoły. Na ślub zamiast mnie wziął oczywiście Rachel. Gdyby nie była wyrocznią pękałabym z zazdrości o nią.
- Annabeth, czy chcesz się spóźnić! - Mój tata znów zaczął dawać o sobie znać. Z niechęcią wstałam od kompa i wrzasnęłam.
- Już idę! - po dziesięciu minutach byłam w kuchni i pałaszowałam śniadanie. Później wsiadłam do auta taty i pojechałam do szkoły. Ceremonia obyła się bez żadnych zakłuceń. Odebrałam świadectwo i wróciłam do domu po rzeczy na obóz. Już nie mogłam doczekać się spotkania z Glonomóżdżkiem. Obawiałam się jednak, że Percy nie jest aż tak podekscytowany naszym spotkaniem jak ja. Obym się myliła. Dziwnie to brzmi, bo my, dzieci Ateny z regóły powinnyśmy być nie omylne. Dobra, dość tych rozmyślań. Rok szkolny, zakończony. Jadę teraz do najwspanialszego miejsca na Ziemii. Do Letniego Obozu Herosów!

Powitanie.

Siema, jestem 14-latką, mam morskie oczy i bląd włosy. Przeczytałam wszystkie książki Percy Jacksona i Bogów Olimpijskich, a teraz zdecydowałam się napisać własną kontynuację. Nie jestem tu nowa, mam drugiego bloga, ale na innym koncie i o trochę innej tematyce. Mam nadzieję, że spodoba się wam mój blog i to co na nim będę ukazywała. Więc witam was młodzi herosi.
                                                                                                                         Annabeth Jackson