piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 2 "Co mam zrobić dla Ciebie?"

Po tej krótkiej rozmowie z synem Posejdona, chciałam zniszczyć każdego, kto stanie na mojej drodze. Jak on mógł pomyśleć, że ja i mój najlepszy kumpel ze śwata śmiertelnych... Wogóle jak to nazwać. O Zeusie co mam zrobić? Afrodyto, dlaczego mi to robisz? Posejdonie przemów swojemu synowi do rozumu. Ateno... Może lepiej nie mieszaj się do tego. Dobra, dość proszenia o cokolwiek Bogów. Oni napewno mają swoje sprawy. Dobra Annabeth wyłącz na chwilę organizm. Musisz odpocząć. Jast 24, a ty wypłakujesz oczy do poduszki. Tak nie można. Dziewczyno opanuj się. Jutro będziesz wyglądała jak siostra Łaskawych. Och Sileno, dlaczego musiałaś umrzeć i zostawić mnie samą? Tak bardzo potrzebuję teraz twojego serca i dobrego słowa. Morfeuszu zabierz mnie do świata snu. Muszę odpocząć. Jutro walki na arenie i wyścigi rydwanów. Po raz pierwszy jadę bez Glonomóżdżka. No dobra drugi. Boję się. Śpij Annabeth. Już zaśnij. Źle, że mówisz sama do siebie, ale tylko moje towarzystwo mi odpowiada. Dzieci Ateny świętują mój ból i rozpacz. Czy to jest wogóle logiczne? Ok, wiem że Posejdon i Atena nie są w najlepszych stosunkach ze sobą, ale dlaczego ja i Percy nie możemy być szczęśliwi. Głupie Fata. Mam ich dość. Te trzy kobiety zadecydowały za mnie z kim będę się przyjźnić, a z kim będę we wrogich stosunkach. Odpocznij córko Ateny, bo jutro nowy dzień. Może lepszy od poprzedniego. Morfeuszu, Morfeuszu, Morf.... I zasnęłam. Jak to u nas herosów bywa, śniło mi się coś okropnego. Ja i Percy walczyliśmy gdzieś na leśnej polanie. Przegrywaliśmy i to widocznie. Widać było też, że syn Posejdona nadal był na mnie naburmuszony  i wściekły. Walczyliśmy zaciekle, ale demony nie słabły, lecz z każdą nową raną stawały się silniejsze. Tego rodzaju potworów nie ma w żadnym podręczniku ani tym bardziej w mitologii. Opadaliśmy z sił, ale zabiliśmy tylko trzy demony z pięciu. Para, która przeżyła cofneła się w głąb lasu. Po chwili las znów był pełen życia, więc demony wróciły do Tartaru. Nagle wszystko zamazało się i znów leżałam na łóżku w domku Ateny. Usłyszałam dźwięk kochny. Wstałam trochę zaspana i szybko ruszyłam do szafy. Wybrałam tradycyjny strój obozowy i pobiegłam na śniadanie. Percy'ego nie było. Pewnie zaspał. Tak pomyślałam w pierwszej chwili. Myliłam się, syn Posejdona wrócił właśnie od ołtaża na ofiary dla boskiego rodzica. Nałożyłam na swój tależ cztery naleśniki i poszłam w ślady Percy'ego. Pomodliłam się do Ateny, a dym z połowy mojego posiłku nabrał zapachu truskawek i czekolady. Wróciłam na swoje miejsce i zjadłam pozostałe dwa naleśniki. Po około dziesięciu minutach ruszyłam w stronę areny treningowej i zaczełam okładać manekina ciosami. Sztylet ciążył mi w dłoni. Trochę mnie to zdziwiło, bo nigdy wcześniej się to nie zdarzało. Nagle w moje ciało uderzyła fala flustracji, a ja nie wiedziałam co jest jej skutkiem. Zaczęłam mocniej i zręczniej atakować kukłę, która po chwili była już tylko kupą słomy, zbroi i porozrywanego materiału. Usiadłam obok i zaczęłam płakać. Kolejny raz uległam uczuciom. Mam siedemnaście lat, od jakichś dziesięciu uczę się walki na śmierć i życie, a ulegam własnym uczuciom. Jestem najgorszym herosem jakiego widział ten obóz, a jednak to ja i Percy pokonaliśmy Kronosa. Percy, Petcy i jeszcze raz Percy. Dlaczego nie mogę zapomnieć o nim. W głowie miałam pełno wspomnień. Te najpiękniejsze zawsze zajmuje Glonomóżdżek. Mam powoli dość. Każdy pyta się "Jak się czujesz?", lub "Co mogę dla Ciebie zrobić?", a ja chcę wtedy im wykrzuczeć, że czuję się jak zdesperowana wariatka, która prosi tylko o najmocniejszą truciznę świata, żeby umrzeć i przestać myśleć o osobie, którą kocha. Tak właśnie się czuję i tego pragnę. Może powinnam dać się zabić? Może tak będzie lepiej dla mnie i niego? Nie, przestań tak myśleć, bo jeszcze uwierzysz, że to prawda. Dobra wstawaj i idź pod prysznic. To dobrze ci zrobi. Jak pomyślałam tak zrobiłam, ale nie wiedziałam co zdarzy się później. Gdybym tylko wiedziała....

No to rozdział drugi za nami. Zapraszam do komentowania, gdyż wiem wtedy co sądzicie o tym co piszę. Wasza Annabeth Jackson.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz