sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 3 "Wyścig z nietypowym rydwanem.."

Zostały już tylko dwie godziny do wyścigu. Jadę razem z Thalią. Łowczynie są u nas od dwóch dni, gdyż Artemida udała się na poszukiwania jakiegoś nowego rodzaju demonów. Sądzę, a raczej rozsądek mi podpowiada, że to są te same kreatury, co widziałam we śnie. Te, które prawie pokonały mnie i Percy'ego. Artemida wola wyruszyć samotnie i zostawić łowczynie w Obozie Herosów, dla ich własnego bezpieczeństwa. Dzięki córce Zeusa nie jestem już tak zdołowana. Namawiała mnie, abym dołączyła do nich, ale po walce z Kronosem uświadomiłam sobie, że moje miejsce jest wśród herosów. Poza tym nadal wierzę, że ja i Percy będziemy znów razem. Nie odpuszczę go sobie tak łatwo. Będę o niego walczyć. Udowodnię, że go kocham i tylko z nim wiążę swoje dalsze plany na życie. Thalia jest kochaną przyjaciółką i wiem, że dobrze zrobiła dołanczając się do Artemidy. Nie musi się przejmować swoim lękiem wysokości. Jest silna, więc wygramy ten wyścig. Łowczynie też startują, ale damy radę je pokonać. Ich mocny punkt to walki o sztandar. Pod tym względem są mistrzyniami. Zawsze poruszają się po lądzie na piechotę i powożenie rydwanem jest im obce. Zoe nauczyła się tego, ale ona tańczy teraz wśród gwiazd. Thalia też nie jest w tym najgorsza, ale w obronie prawie nikt jej nie doruwnuje. Może tylko brat Percy'ego, czyli Tytson. Jak Glonomóżdżek ściągnął brata, to jedynie oni będą mogli nas pokonać. Dzieci od Hefajstosa nie boję się tak bardzo. Z domkiem Hermesa mogą być małe problemy. Dzieci Apolla i Afrodyty wycofały się, a resztą się nie przejmuję. Dobra, czas jechać na tor. Pojawiłyśmy się jako pierwsze, a tuż za nami pojawił się rydwan Hefajstosa. Na jego czele był jakiś młodzik, którego nie znałam. Trzeci na starcie pojawił się zaprzęg Aresa z Clarissą, jako woźnicą. Kolejno na starcie pojawiały się rydwany Artemidy, Nemezis, Morfeusza i Demeter. Jako ostatni na starcie pojawł się zaprzęg Posejdona. Może i pojawił się na końcu, ale w jakim stylu. Najpierw jeden tor zaczęła wypełniać słona woda, a później przed linią startu zaczęło się coś wynurzać. Były to głowy Percy'ego i Nico. Następnie zaczęła się wynurzać połowa muszli jakiegoś pięciometrowego małża. Boki zdobiły perły, a krawędzie zdobiły najpiękniejsze wodorosty z pobliskiej rafy koralowej. Na samym końcy z wody wyłoniły się dwa cudowne hipokampy. Percy ubrany był w zbroję z masy perłowej. Na ramionach miał złote zapiny od srebrnego płaszcza. Wyglądał jak młody Bóg wracający prosto z Olimpu. Nico miał na sobie zbroję ze stygijskiego żelaza. Tak ja Percy, miał na ramionach złote zapiny od płaszcza. Różnica polegała na tym, że jego płaszcz był czrny i wykonany z jedwabiu. Po całej arenie przebiegł odgłos zachwytu i pisk wszystkich dziewczyn. Córki Afrodyty podkochiwały się w synu Posejdona, a teraz nie mogły odwrócić od niego wzroku. Chejron dał sygnał do startu. Gdy tylko usłyszeliśmy dźwięk kochny zaczeliśmy wyścig. Od początku prowadził rydwan Posejdona i z każdą płynącą minutą oddalał się coraz bardziej. Po niecałych dziesięciu minutach wszyscy zostaliśmy zdublowani z finish'ującym Percym. Nico świetnie radził sobie z obroną i za każdym razem, gdy tylko podnosił swój miecz dziewczyny z domku Aresa wzdychały i szeptały jaki to on jest przystojny. Powoli ja i Thalia kończyłyśmy pierwsze okrążenie, gdy usłyszałyśmy kochnę. Cherion wręczył złote laury wygranym. Wtedy Percy zabrał głos.
- Moi drodzy, nie zwyciężyłbym wraz z Niciem, gdyby Tytson nie stworzyłby tego rydwanu. Proszę o brawa również dla niego! - Wszyscy jak na zawołanie zaczeli klaskać jeszcze głośniej niż poprzednio. Patrzyłam się jak głupia w syna Posejdona. Wyglądał tak cudownie, że zatraciłam się w jego postaci. Na włosach nadal miał siwe pasemko tak samo jak ja. Powstały one kiedy na własnych barkach dźwigaliśmy niebo. Dzięki jego poświęceniu nadal żyję. Z transu w jaki wpadłam wyrwała mnie Thalia.
- Anabeth, nie stój tak, tylko wyciągaj broń i biegnij w las.
- O co chodzi? - Zapytałam.
- Nie słuchałaś Chejrona? W lesie są jakieś demony. Podobno mamy szpiega i to on wpuścił te potwory. Nikt nie wie co to za gatunek, ale bardzo trudno się z nimi walczy.
- To one. To ich tropiła Artemida. Jeśli demony są tu, to.... - Nie skończyłam, bo córka Zeusa mi przerwała i krzyknęła do Łowczyń.
- Pani Artemida jest blisko, siostry musimy jej pomóc. Zrozumiałyście? - Ale zamiast odpowiedzi, wszystkie rozproszyły się i zaczęły atakować demony. Zauważyłam, że Percy potrzebuje pomocy. Pobiegłam w jego stronę i nałożyłam czapkę niewidkę. Zaatakowałam pierwszego, ale on zamiast rozpaść się w proch wyszczerzył tylko swoje wielkie, żółte kły i próbował mnie złapać. Nie rozumiałam, czemu po ciosie prosto w krtań to coś jeszcze żyje. Pewnie to coś złapałoby mnie, gdyby syn Posejdona nie przecioł go w pół. Teraz uśmiech zniknął z jego pyska i rozwiał się. Stałam jeszcze chwilę w osłupieniu, z którego obudził mnie mrożący krew w żyłach krzyk. Ale nie było to zwykłe krzyknięcie, a pełen bólu wrzask, który obudziłby nawet umarłego. To mój Glonomóżdżek tak wrzasnął. Nie było widać żadnej rany, ale Percy leżał na ziemi. Z jego ciała nie płynęła krew, ale na głowie, w okolicy skroni krew zebrała się pod skórą. Percy nie ruszał się więc, zaczęłam podejrzewać, że zemdlał. Wokół jego ciała zebrały się trzy, pozostałe przy życiu, potwory. Szybko podbiegłam i jednemu z nich obciełam głowę. Zdziwienie na jego pysku zniknęło pozostawiając za sabą pełno brązowego proszku. Nie poczułam kiedy moja bejzolówka spadła mi z głowy i stałam teraz sama przed dwoma potworami. Wpatrywały się we mnie tak przerażająco złowrogim wzrokiem, że zadrżałam. Ruszyły na mnie z chęcią mordu. Czułam zbliżający się mój koniec, ale nagle pojawił się przede mną rydwan zaprzężony w hipokampy, a jego właściciel złapał mnie za rękę i razem wskoczyliśmy do pięciometrowej muszli. Percy szybko ściągnął lejce i nagle zanurzyliśmy się. Nie zdążyłam złać powietrza, przez co powoli zaczęłam się dusić. Glonomóżdżek zdołał to zobaczyć i stworzyć bańkę pełną powietrza zanim straciłam przytomność od braku tlenu. Wpatrywaliśmy się w siebie przez jakąś chwilę i już myślałam, że syn Posejdona chce mnie wyrzucić z rydwanu. On jednak podszedł do mnie niepewnym krokiem i przytulił. Gdy tylko położył swoje ręce na mojej tali, ja swoje ułożyłam na jego szyi i wtuliłam się w jego lewe ramię. Poczułam oddech Percy'ego na karku, gdy wyszeptał dziękuję i coś jeszcze, ale tak cicho, że nie usłyszałam. Po kilku sekundach odsunął się ode mnie i chwycił lejce od powozu. Pięć minut później wynurzyliśmy się na samym środku pola truskawek. Walka nadal się toczyła, ale teraz herosi byli myśliwymi, a potwory zwierzyną. Chciałam biec pomóc, ale Percy złapał mnie za rękę i uniemożliwił jakikolwiek ruch.
- Musimy porozmawiać. - Zaczął z wyczuwalnym napięciem w głosie.
- O czym tak konkretnie chcesz rozmawiać? - A mówię, że to on zadaje głupie pytania.
- O nas.
- Co tu dużo mówić. Ty wolisz mnie unikać i zabijać wzrokiem, a ja Ci tego nie zabronię. Wiem, że to ja powinnam Cię przeprosić, ale nawet nie wiem za co. Ja nie pamiętam żadnego pocałunku. Prawdą jest jednak to, że goniły mnie demony, a ja potknęłam się. Przyjaciel podtrzymał mnie, a ja nic więcej nie pamiętam. Kolejna rzecz, którą pamiętam po tym wypadku to to, że obudziłam się na polanie w lesie kilka minut później.
- Tak bardzo chcę Ci wierzyć. - W jego oczach pojawiły się łzy, a ja dopiero teraz zrozumiałam, że nie tylko ja cierpiałam przez tę ostatnią dobę. Użalałam się nad sobą, ale ani razu nie postawiłam się na jego miejscu. To ja mam wodorosty zamiast mózgu, a nie Percy.
- Ja przepraszam. Może lepiej będzie jak sobie pójdę. Nie chcę Cię ranić, ani nigdy tego nie chciałam. Może znajdziesz jeszcze kogoś kogo pokochasz.
- Ja ją już chyba znalazłem.
- Pewnie Rachel, ale wiesz, że ona jest wyrocznią i nie.... - Nie dano mi skończyć tego zdania. Syn Posejdona położył swój palec na moich ustach i wyszeptał.
- Gdybyś tyle nie gadała, byłabyś o wiele ładniejsza. - Glonomóżdżek zaczął się śmiać mi do ucha. Już miałam obrazić się i iść, gdu Percy przyciągnął mnie bliżej. Powoli zbliżał swoją twarz ku mojej. Musnął moje usta swoimi wargami. Położył swoje czoło na moim i powiedział dwa najprostrze słowa, ale o wielkiej mocy.
- Kocham Cię. - Lekko uśmiechnął się, a ja zaczęłam się rumienić. Syn Posejdona cofnął się o krok i spojżał w moje oczy. Czekał na jakąkolwiek odpowiedź z mojej strony, ale ja stałam jak głupia i wpatrywałam się w jego morskie oczy, w których mogłam zatonąć bezpamięci. Po krótkiej chwili zrozumiałam, że Percy nadal czeka na choćby jeden znak ode mnie. Jego mina przedstawiała strach przed odrzuceniem, zmieszanie i strach. Już miał odchodzić, gdy ja położyłam dłonie na jego karku, podeszłam dwa kroki bliżej, stanęłam lekko na palcach i pocałowałam go. Przez jeden krótki moment nie wiedział co ma zrobić, ale chwilę później oplutł swoje ręce na mojej talii i przyciągnął jeszcze bliżej. Odwzajemnił moje lekkie muśnięcie warg. Moje ręce powędrowały w jego włosy plącząc je niemiłosiernie. Z lekkiego całusa powstał namiętny i odbierający wszystkie zmysły pocałunek. Choć władało mną pożądanie byłam tak samo delikatna, jak syn Posejdona. Dla nas czas się zatrzymał i nie zwracaliśmy uwagi, że wokół rydwanu Percy'ego pojawili się herosi. Dopiero głośne wiwaty zmusiły nas do oderwania się od siebie i dopiero wtedy zrozumiałam, że cały obóz się zebrał na polu truskawek. Nawet mój domek cieszył się naszym szczęściem. Wybuchłam niekpntrolowanym śmiechem, a w moje ślady poszedł Glonomóżdżek. Wszyscy zrobili miny, jakby widzieli wariatów, ale szybko zrozumieli z czego się tak bardzo śmiejemy. Na wszystkich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Wielu herosom nie udało się powstrzymać śmiechu i dołączyli do mnie i Percy'ego. Pewnie zastanawiające jest to z czego się tak śmialiśmy. Odpowiedź jest prosta. Mina pana.D była bezcenna, gdy właśnie zauwarzył wiwatujące tłumy herosów i to tylko dlatego, że ja i Glonomóżdżek się całowaliśmy. Tego nie da się opisać.

1 komentarz: