Dojechałam właśnie do Wzgórza Herosów. Tata odprowadza mnie właśnie do sosny Thali i Złotego Runa. Ostatni skierowany uśmiech w jego stronę i przechodzę właśnie przez nieprzeniknioną dla śmiertelników i demonów barierę. Wróciłam do ukochanego miejsca na Ziemii i do jedynej osoby, którą obdarzyłam takim uczuciem. Do Percy'ego Jacksona syna Posejdona. Jak ja przez ten rok bez niego przeżyłam? Dobra, dość myślenia. Muszę odnaleść swojego Glonomóżdżka. Byłam tak pochłonięta tą myślą, że nie zauważyłam, jak inni spoglądają na mnie spode łba. Dopiero po trzecim herosie, którego minęłam i który tak samo na mnie spoglądał, zaczęłam zastanawiać się o co może chodzić. Śmiechy, zabawy oraz rozmowy nagle milkły, gdy tylko przechodziłam. Coraz bardziej bałam się i myślałam co na Bogów tu się święci. Nie myśląc nad swoim postępowaniem pobiegłam do domku Ateny. Zdziwiło mnie, że moje rodzeństwo robiło imprezę i pierwszy raz odkąd zaprzyjaźniłam się z Percy'm wołali mnie do swojego towarzystwa. Sytuacja jaka działa się na terenie obozu była co najmniej dziwna. Nie pytając o powód impry pobiegłam do domku nr. 3. Miałam właśnie pukać, gdy wysoki, zielonooki szatyn wyłonił się z naszego obozowego jeziora. Był całkiem suchy, choć przed chwilą wyszedł z wody. Nie zrobiło to na mnie żadnego wraźenia, ponieważ syn Posejdona jest mokry tylko wtedy, gdy tego chce. Pobiegłam w jego stronę.
- Percy! - Krzyknęłam do ukochanego, ale on gdy tylko mnie usłyszał, stworzył między nami osgromną ścianę z wody, przez którą nie można było przejść. Zdziwiło to mnie.
- Percy? Dlaczego to zrobiłeś?
- Nie mam ochoty z tobą gadać! - Glonomóżdżek wycedził te słowa przez zęby, ale słychać było w nich ból, smutek i rozgoryczenie. Najwyraźniej woda to poczuła, bo groźnie zafalowała.
- Percy, co się z tobą stało?
- Ze mną nic, ale z tobą? Jak mogłaś pocałować tego śmiertelnika.
Co jakiego śmiertelnika? Kiedy i gdzie? Jak to możlie że tego nie pamiętam? W głowie zadawałam sobie mnustwo pytań. Ale chyba najbardziej mnie zastanawiało to, skąd cały obóz o tym wie. Myślałabym pewnie jeszcze długo, ale nagle woda cofnęła się, a syn Posejdona ruszył w kierunku swojego domku. Otrząsnęłam się z pierwszego wrażenia i chwyciłam Percy'ego za ramię. Poczułam jak spiął wszystkie swoje mięśnie jak tylko wyczuł moją dłoń. Szarpnął ramieniem, ale ja nie puszczałam go. - Dlaczego mi to robisz? - Zapytał syn pana mórz. Pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy. Równocześnie sama poczułam na swoich polikach wilgoć słonych kropelek, które po nich słynęły. Percy wykorzystał moment i uciekł jak najdalej od plaży. Zakryłam dłońmi twarz, padłam na kolana i zaczęłam głośno płakać. Wtedy do mnie dotarło kogo, żekomo pocałowałam. Gonił mnie wtedy jakiś demon. Doganiał mnie, a ja nie miałam broni. Nagle zza wysokiego klonu wyszedł Paul. Po kilku metrach demon zniknął, a ja potknęłam się o wystający kamień. Myślałam, że padnę jak długa, ale chwyciły mnie mocne ramiona kumpla z klasy. Miałam mroczki przed oczami, a on pocałował mnie. Przez jakąś minutę nie kontaktowałam ze światem, a gdy już świadomość, myślałam że to tylko wybryk mojej wyobraźni. Pewnie jakiś Bóg zauważył zdarzenie i wstawił filmik na HerosTube. A to wszystko przez te przeklęte demony. I jak ja teraz się z tego wytłumaczę?
wtorek, 4 listopada 2014
Rozdział 1 "I to wszystko przez te demony"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz