wtorek, 31 marca 2015

Jace i Clary - Anielska Miłość: Rozdział7 cz.2

Jace i Clary - Anielska Miłość: Rozdział7 cz.2

Zapraszam was ludzie, na bloga mojej psiapsiuły Julii. Nie jest to o Percym, ale fanów Darów Anioła zachęcam gorąco do odwiedzenia, jej świetnego bloga. Wasza Annabeth Jackson

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 10 ,,Złam serce, a złamiesz klątwę".

Zimny wiatr miotał moimi lokami. Tak właśnie pożegnałam się ze wzgórzem herosów.
- Ann, nad czym tak dumasz? - Zapytał mnie Nico. Widać było, że próbował rozluźnić napiętą atmosferę. Westchnęłam, ale spróbowałam odpowiedzieć.
- Wiesz, ostatnie wydarzenia powodują, że mam coraz gorsze przeczucia. Od kilku tygodni miewam dziwne, ale zarazem straszne sny. Nie wiem, co nasz czeka, ale nie jest to najwyraźniej nic dobrego. Niestety nie potrafię ożec tego, na kogo padnie nieszczęście, ale zbliża się to coraz szybciej. - Po ty co powiedziałam znów zapadła krępująca cisza. Cicho westchnęłam, gdy znaleźliśmy się na ulicy.
- Udamy się najpierw na Empire Street Building. Muszę porozmawiać z moim ojcem. - Tym razem to Percy zabrał głos. Zdziwiło mnie to, że chce spotkać się , Posejdonem, ale nie sprzecieiałam się. Złapaliśmy tax'ówkę i ruszyliśmy do jednego z najwyższych drapaczy chmur. Nie minęło pół godziny, a byliśmy na miejscu.
- Na Olimp. - Percy wydawał się zmartwiony, zły i zatroskany. Nic jednak nie mówił, a ja nie pytałam.
- Panie Jackson, nie był pan umówiny.. 
- Za kilka godzin będę poza krajem, a muszę koniecznie porozmawiać z ojcem.
- Ale..
- Nie pamiętasz kim jestem i co mi objecali wszyscy Bogowie? ,,Kiedy tylko zajdzie potrzeba, możesz spotkać się z każdym z nas. To mało co możemy zrobić za to co ty uczyniłeś, ale mamy nadzieję, że narazie wystarczy'. Sam Zeus to objecał, więc?
- Dobrze. Już prowadzę. - Natychmiast wstał z krzesła i poprowadził nas do windy. Po wciśnięciu czerwonego przycisku w kilka sekund byliśmy już na górze. Olimp był imponujący. Była w nim widoczna ręka moja i Ateny. Tak, to my odbudowałyśmy tę cudowną siedzibę Bogów.
- Jesteśmy.
- Wiemy o tym. Dowidzenia. - Percy był inny. Poważny i stonowany. Nie wiem o co chodzi, ale coraz mniej mi się to podoba. Weszliśmy do sali tronowej. - Posejdonie, ojcze mój, musimy porozmawiać o sprawie nie cierpiącej zwłoki. - Bóg mórz spojrzał ze zdziwieniem malucym się na twarzy na swojego syna. Gdy jednak zobaczył poważny wyraz twarzy i on przybrał twardą maskę.
- Oczywiście synu. Chodźmy do mojej komnaty. - Skierowali się do złotych drzwi. Po jakimś kwadransie wyszedł z niego Posejdon. - Zeusie, Hero, Ateno, Apollinie, Artemido, Hermesie, Hefajstosie, Afrodyto, Erosie, Aresie, Heliosie, Eosie, Seleno, Hestio, Demeter, Dionizosie, Asklepiosie, Hadesie, Hymeno, Hypsonie, Nemezis, Tanatosie, Temido, Tyche i Morfeuszu musicie być przy tej rozmowie. To nie może czekać. Nadszedł już czas. - Wszyscy Bogowie, jeden po drugim przechodzili przez złote drzwi. Pozostawili nas pod opieką Nimf i Satyrów. Ale dlaczego nie mogliśmy tam wejść.

.... perspektywa Percy'ego ....

- Posejdonie, kiedy byłem w śpiączce, widziałem przyszłość. Była rozmazana, ale jednak była. Najbardziej wyraźne było tylko jedno zdanie. ,,Złam serce, a złamiesz klątwę". Nie wiem o jaką klątwę może chodzić. Przychodząc tu miałem nadzieję, że się o tym dowiem. Więc ojcze, pytam Cię, czy wiesz o jaką klątwę chodzi? - Posejdon przez chwilę zastanawiał się. Może i on nie wie. Moje myśli rozwiały się. Bóg mórz wstał i oznajmił.
- Synu, musisz poznać prawdę, ale nie możemy rozmawiać o tym sami. - Po tych słowach poszedł do sali tronowej, a ja słyszałem jak wymawiał imię każdego znanego mi Boga. Chwilę później, gdy złote drzwi ponownie się zamknęły przemówił Zeus.
- Bracie, po ca nas tu zebrałeś? - Wszyscy wydawali się spięci.
- Nadszedł czas powiedzieć o klątwie pierwszej wyroczni. To właśnie teraz zostanie albo spełniona, albo zniszczona. - Twarze wszystkich Bogów pobladły, ale zachowały poważny wyraz.
- Jeśli to już czas, to należy spełnić obketnice jakie przysięgliśmy na Styks. Młody herosie, słuchaj uważnie, nie przerywaj i nie zadawaj pytań. - Tym razem to Hades zwrócił się do mnie, a ja byłem coraz bardziej przerażony. O co tu chodzi?

.....................
Piszę dłuższe rozdiały, ale to trudne, bo pisze na telefonie. Jednak postanowiłam się poświęcić dla Radosnej Oli. Znalazłam Twój blog i niedługo zacznę czytać. A i Juluś nie fochaj się. Źle się czułam, a szkolnu bóbr obiecał mnie oblać, więc zrozum. I do was wszystkich też piszę. Dziękuję za tyle wejść, ale proszę o jakikolwiek znak, że jesteście prawdziwi. Każdy komentarz mobilizuje mnie jeszcze bardziej i mam chęć pisać więcej i szybciej. To chyba tyle. Wasza Annabeth Jackson ♡.

środa, 25 marca 2015

Rozdział 9 ,,Synowie najwyższych muszą ruszyć w drogę"...

- Synowie najwyższych muszą ruszyć w drogę wraz z tobą Annabeth i tobą Thalio. - Chejron kazał mnie, córce Zeusa, synom Hadesa i Posejdona ruszyć na tą wyprawę. Co prawda dochodzili oni już do pełni swoich sił, ale nadal zostały posiniaczenia na ciele Percy'ego i lekkie skaleczenia na ciele Nicka. Kiedy tylko Jackson się obudził, opowiedział wszystkim, co zaszło przy pięści Zeusa. Ktoś, kto jest bardzo potężny, wysłał do obozu kulę mocy. Syn Hadesa wyczuł ją, ale nie zdążył nikogo ostrzedz, gdyż w tym samym momencie, gdy ten powrócił z podziemi, potężny wybuch energii wydobył się z niej. Nico był najbliżej wyładowania siły, przez co to on miał najrozleglejsze obrażenia. Percy jednak nayczył się leczyć ludzi z urazów fizycznych, dzięki wodzie zawartej w naszym ciele. Jednak i on nadal jest za słaby, więc skupił się nad kilkoma pękniętymi kośćmi i tej paskudnej ranie na prawie całej skroni. Od kilku dni zaczęli nawet ponownie chodzić na arenę i sumiennie ćwiczyć, ale czy to wystarczy, żeby posyłać ich na tak trudną i niebezpieczną wyprawę? Chcę, żeby byli blisko nas, ale czy ich obecny stan zdrowia nie będzie nas spowalniać i utrudniać jeszcze bardziej naszego zadania? Dlaczego Bogowie nie pomagają nam? Przecież to właśnie o nich chodzi, a jak do tej pory nie kiwneli nawet najmiejszym palcem e tej sprawie. Przecież mogliby pokazywać się od czasu do czasu i nawet jeśli nie mogliby od razu wskazać rozwiązania, to chociaż naprowadziliby nas. To już nie jest tylko sprawa herosów, ale każdego stworzenia pochodzenia olimpijskiego. Moja wiedza jest szeroka, ale niewystarczająca. Każdy myśli, że skoro ja, Percy, Nico i Thalia jesteśmi dziećmi najsilniejszych, to damy radę przenieść góry tylko dla satysfakcji. Prawda jest taka, że jesteśmy tak samo zagubieni jak każdy w obozie. Przejścia jednak nas wzmocniły, ale nie zmieniły. A teraz mamy znowu zadanie, które jest tak samo trudne  jak posłanie Kronosa do jego więzienia. O przeklęty losie, co nas jeszcze czeka? Czy dane nam będzie zobaczyć jutrzejszy poranek? Leżę na łóżku i rozmyślam. Mam ciągle w głowie wczorajsze słowa Percy'ego.
,,Pamiętaj kocham Cię, nie ważne co się stanie. Ale jeśli zginę, proszę nie bądź smutna i nie roń łez. Zawsze będę przy Tobie, a jeśli zasiądę na Olimpie, to poczekam na Ciebie. Dołączysz do mnie i razem będziemy się cieszyć wiecznością". Och Glonomóżdżku, bez Ciebie jeden dzień przerodzi się w wieczność.

czwartek, 12 marca 2015

Rozdział 8 ,,Zamiast śmiechu, łzy. Zamiast uroczystości, pogrzeb."

- Percy!! - Krzyknęłam, ile tylko miałam sił. On nie mógł. Nikt oprócz mnie nie zna wrażliwego punktu syna Posejdona. Jackson nie podnosił się, ani nic nie mówił. Łzy same ciskały mi się do oczu. Siły odeszły z mojego ciała.
- Nico!!! - Co? Jak to? Zaczęłam poszukiwać Thali, a gdy już ją zauważyłam, podążyłam za jej zapłakanym spojrzeniem. Na ramionach Chejrona leżał nieprzytomny syn Hadesa. Z jego głowy obficie sączyła się szkarłatna krew. Co tu się dzieje? Czy to już koniec świata? Dlaczego dwójka najpotężniejszych herosów leży pogrążona w głębokiej śpiączce? Zaczęłam kroczyć w stronę mojej przyjaciółki i mocno się w nią wtuliłam. Oboje wybuchłyśmy niekontrolowanym płaczem. Co my bez nich zrobimy? O ile Percy nie wykrwawi się na śmierć, o tyle nam nie uda się powstrzymać krwotoku wewnętrznego, jeśli takowy wystąpił. Nico wcale nie był w lepszej kondycji niż syn Posejdona. Jeśli zaraz nie zaczniemy działać, możemy jedynie marzyć, że kiedyś spotkamy się w Elizjum lub na Olimpie. Czy zawsze to my mamy tak wiele problemów? Dlaczego to nas los doświadcza tak boleśnie? Czy nigdy nie zaznamy spokoju na ziemi, po której stąpamy? Co nas jeszcze czeka? I jak na zawołanie wybiegła nasza wyrocznia. To co powiedziała przeraziło wszystkich. ,, Zamiast śmiechu, łzy. Zamiast przyjęcia, pogrzeb. Na dworach najwyższych zagości smutek i ból, kiedy ojciec jednej z gwiazd dojdzie do władzy. Zatrzęsie się ziemia, a niebo pociemnieje. Synowie i córy najwyższych będą zwierzyną, wybijaną dla rozrywki. Olimp zmieni władzę, a świat stanie się nieprzyjazny. Czwórka wyruszu, ale tylko trójka będzie na tyle silna, by stawić czoło wrogowi". Co z nami będzie?
       Sorry, że tak długo zwlekałam. Wasza Annabeth Jackson